niedziela, 28 sierpnia 2011

BABECZKA wg Ushii



W ostatnim poście wspomniałam, że następnym razem pokażę Wam babeczkę. Jest to babeczka-igielnik :) Bardzo ładny drobiazg, który sprawia, że wreszcie igły mają swoje miejsce. Jestem pewna, że już więcej nie będę musiała szukać ich na klęczkach po całym dywanie, aby nikt się na nie nie nadział. Wiele razy wypadły z brzydkiego, plastikowego opakowania, gdy próbowałam wyjąć jedną z nich. Babeczkę zrobiłam według "przepisu" Ushii :) Parę rzeczy zmieniłam, dostosowałam do siebie i swojego zaopatrzenia. Chociażby zamiast materiału na papilotkę dałam papier, który pomalowałam w groszki :) Nieźle się przy tym bawiłam, ale miałam też sporo problemu z wierzchem babeczki, więc trochę czasu mi jej zrobienie zajęło. No, ale od czego jest mój upór? Tak więc się zawzięłam i wreszcie ją zrobiłam :)




Zdjęcia: Arthisss
Niestety, nie pomyślałam w trakcie zdjęć, żeby wyjąć igły. Ale chyba bardzo to nie przeszkadza?

piątek, 26 sierpnia 2011

Pierwsza KARTKA

Jakiś czas temu mama poprosiła mnie o wymyślenie prezentu dla znajomego księdza, który przenosi się do innego miasta. Na początku nie miałam pojęcia, co by można było mu dać, ale następnego dnia, gdy szłam do pracy, wpadłam na pewien pomysł. Pracuję w księgarni, więc pomysł sam mi przyszedł do głowy. Przecież mam  w pracy piękne wydanie zbiorowe wierszy ks. Twardowskiego! W dodatku w promocyjnej cenie ;) Stwierdziłam, że zrobię do tego jeszcze kartkę z podziękowaniami i życzeniami oraz pudełko, w które wszystko się zapakuje. Mamie pomysł się spodobał. Zostało więc mi tylko zrobić wszystko i przekazać mamie. Prezent już wręczony, więc mogę Wam pokazać, jak to wszystko wyglądało.


 Pudełko wyglądało tak:

Ręcznie malowany kwiat, ciemnozłota wstążka, która na zdjęciach wygląda na jeszcze ciemniejszą. A w środku takie oto wydanie Twardowskiego:


Do tego kartka:



I w szczególe:


Papier, z którego zrobiono kwiatki, jest koloru kawy z mlekiem, takiego dość jasnego beżu. Niestety zdjęcia są dość ciemne i nie do końca oddają kolorki tak, jak trzeba. Ale niestety po pracy, gdy mam czas na zdjęcia, jest dość ciemno. Zdjęcia robiła Arthisss, która akurat przyjechała do mojego miasteczka. Mnie niestety nadal nie stać na nowy aparat. Ale może do Świąt uzbieram :P
Kartka jest bardzo prosta, ale to dopiero moje początki, więc proszę mi wybaczyć ;) Wydaje mi się jednak, że i tak jest urocza :)
A w najbliższym poście pokażę pewną babeczkę :) Mam nadzieję, że się spodoba :)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Nadchodzi JESIEŃ...

Wiem, wiem, jest dopiero druga połowa sierpnia, więc pisanie o jesieni wydaje się być trochę na wyrost. Ale jesień nadchodzi, czuć ją już w powietrzu, w słońcu, wietrze, w zapachu ziemi po deszczu. Na drzewach nie ma jeszcze żółtych liści, dni są jeszcze dość długie, a w kalendarzu jeszcze nie ma września, a jednak to coś wiszącego w powietrzu, ten nastrój, zapach są bardziej jesienne niż letnie. Powietrze już jest chłodne i mimo że pojawiają się w nim ciepłe drobinki słońca, nadal pozostaje rześkie. Daleko mu do rozgrzanego, rozleniwionego letniego powietrza. W ciągu dnia wieje zimny wiatr, który głosi, że jesień się zbliża. Do takich wniosków doszłam wczoraj rano, gdy na piechotę szłam do pracy. To są jedne z licznych plusów poruszania się na własnych nogach, zamiast na czterech kołach. Poprzednie dwa lata spędziłam za kierownicą i nie czułam zmian pór roku. Tęsknie wyglądałam zza szyby samochodu na świat obsypany pięknymi jesiennymi liśćmi, na oszronione drzewa czy kwitnące przy drodze kwiaty i zieleniejące trawniki. Zawsze było dla mnie zaskoczeniem odkrycie, że w przyrodzie dokonują się takie zmiany. Jakiś czas temu stwierdziłam, że czas przerzucić się na własne nogi i wśród wielu zalet takiego poruszania się  jedną z największych jest właśnie możliwość obserwowania zmian, które dokonują się w przyrodzie. Wolę spędzić codziennie 40 minut więcej na drodze do pracy i z powrotem niż przeżyć życie jak szare zombi, wyglądające zza szyby samochodu na prawdziwy świat i nie mogące chociaż przez chwilę w nim uczestniczyć.
A skoro już piszę o jesieni, to pokażę Wam kolczyki, które stworzyłam. Są one w jesiennej, żółto-czerwonej kolorystyce.




Możecie sobie wyobrazić, że jeszcze nigdy nie miałam kolczyków kół? To są moje pierwsze.
Zdjęcia: Arthisss.

Pozdrawiam,
Ania

środa, 17 sierpnia 2011

Ostatnie ULUBIONE kolczyki

Dziś szybciutki pościk. Jak ja lubię zdrabniać słówka ;) Pokażę tylko kolczyki, które niedawno zrobiłam. Bardzo proste i ładne, białe koraliki cracle fantastycznie się mienią. Kolczyki te ostatnio należą do moich ulubionych. Czyż nie jestem wzorem skromności? ;)



Zdjęcia tradycyjnie już autorstwa Arthisss.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Co mi W DUSZY GRA, czyli porozmawiajmy o kolorach...

Dziwny tytuł? Na pewno! Ale zaraz wyjaśnię, o co chodzi. Każdy z nas ma jakieś kolory, do których ma słabość. Niektórzy kochają krwistą czerwień, inni uwielbiają spokojny błękit. Często też mamy kolory, których nie cierpimy. Takim powszechnie znielubianym kolorem jest róż. Pewnie tutaj oburzą się wielbiciele tego koloru, ale taka jest prawda(chyba?). Ja też nie cierpiałam różu. Pamiętam, że gdy miałam jakieś 12-13 lat, modne były ciuchy w dwóch kolorach: blady róż i błękit (takie jakby sprane odcienie). Pamiętacie to? Nie było to znowu tak dawno temu :P Jakieś 7-8 lat. Ponieważ nigdy nie starałam się podążać za modą, wręcz drażniły mnie te klony na ulicach w takich samych ciuchach i kolorach, zniecierpiałam te dwa odcienie. Sama spowiłam się w mroczną czerń i tak też chodziłam ubrana mniej więcej do końca gimnazjum. Później pokochałam wszelkie odcienie niebieskiego, ale uraz do różu pozostał. Jednak niespełna dwa lata temu coś się zmieniło. Gdy chodziłam w ciąży po centrum handlowym, zobaczyłam ubrania w pięknym odcieniu fuksji. Z miejsca zakochałam się w tym kolorze. Może to przeczucie, że urodzę dziewczynkę, rzuciło mi się na mózg, ale miłość do tego koloru pozostała do dziś. Dziewczynkę urodziłam, ale mimo wszystko stwierdziłam, że nie będę jej ubierała na różowo, tylko kolorowo. Ale Anastazja dostała tyle ciuszków różowych w prezencie, że i tak jest wiecznie różowa. Więc przegrałam tę rundę ;) Uznałam też, że Mała będzie miała pokój w odcieniach żółci i pomarańczu, ale... gust się zmienia. Przeglądając blogi i magazyny wnętrzarskie, zakochałam się w białych meblach. Więc stwierdziłam, że Nastka musi takie mieć w pokoju, który dla niej powoli szykujemy. I wymarzyłam sobie ten pokój z białymi meblami, w stylu romantycznym, ze ścianami fioletowymi i UWAGA! UWAGA!... różowymi! Po prostu pokój małej księżniczki ;) Czyż gust się nie zmienia? Dla uściślenia dodam, że róż i fiolet na ścianach w moich fantazjach są w odcieniach pastelowych. Czyli mój znienawidzony odcień różu mnie pokonał ;) Pocieszam się, że zawsze może mi się jeszcze odmienić :P A tak szczerze: po prostu polubiłam ten kolor :) Oczywiście w ograniczonych ilościach, ale jednak.
Co ma pokój Nastki do moich tworów? Całkiem sporo. Po prostu zachorowałam na róże i fiolety, to mi w duszy siedzi i mam potrzebę uzewnętrzniania tej choroby ;) Można to zauważyć w eksplodującym pudełku zamieszczonym w ostatnim poście. Można to też zauważyć w bransoletce, którą zaraz zobaczycie. Może nie są to pastelowe róże i fiolety. Może więcej tam fioletu niż różu. Ale te kolory siedzą we mnie i musiałam mieć jakąś biżu odzwierciedlającą mój stan ducha :)


Autorką zdjęć jest oczywiście Arthisss :)

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Pierwszy własny EXPLODING BOX

Ostatnio wiecznie o czymś zapominam: moje urodziny, rocznica ślubu, urodziny rodziców i przyjaciółki. Można by nawet uznać, że moja pamięć mnie ostatnio sabotuje, ponieważ nie pamiętam najczęściej o tych najważniejszych rzeczach. A w zasadzie pamiętam wcześniej, zapominam dopiero w ostatnim momencie. Najczęściej zdarza się tak, że zapominam złożyć życzenia, czasami nie pamiętam też o kupieniu prezentu lub zorganizowaniu czegoś ciekawego. Na przykład na urodziny do taty zapomniałam wziąć prezent. Najbardziej ucierpiała jednak na tej mojej niepamięci moja przyjaciółka, której najpierw zapomniałam złożyć życzenia na urodziny, później na imieniny. Ale ze mnie przyjaciółka, co? A. wspaniałomyślnie mi przebaczyła, jednak ja i tak stwierdziłam, że muszę jej to jakoś wynagrodzić. Z tej właśnie okazji powstał mój pierwszy exploding box :) Bardzo niedoskonały, z materiałów, które miałam w domu, ale własny i stworzony z dużą dawką miłości i przyjaźni :) Oto on:
Mina A., gdy otworzyła pudełko, bezcenna :) Cieszę się, że prezent mimo niedoskonałości się podobał :)
Zdjęcia pudełka robiła A., ponieważ mój aparat padł. Zapraszam zresztą na jej bloga, na którym możecie zobaczyć więcej zdjęć jej autorstwa :)




niedziela, 27 marca 2011

Wielka reaktywacja!

Wieki mnie tu nie było. Aż mi wstyd, bo miałam dodawać wpisy w miarę regularnie :( Tworzyć zresztą też... A niestety, porwał mnie wir różnych, codziennych spraw i ogólnie pojętego lenistwa :( Non stop atakowała mnie  choroba moja lub mojego dziecięcia, zaliczanie i pisanie prac na studiach, codzienne kłopoty, wielkie zmęczenie lub równie wielki lenistwo. Ale koniec z tym! Czas w końcu się ogarnąć. Trzeba w końcu nauczyć się organizować czas, prawda? :) Będzie trudno, ale dam radę :) W końcu idzie wiosna, czas zmian :) 
I egzaminów... Aż się boję pomyśleć, co będzie na studiach już niedługo. Kończę pierwszy rok polonistyki dopiero, ale myślałam, że będzie łatwiej. Owszem, wiedziałam, że będzie mnóstwo czytania etc., ale wierzyłam, że dam sobie spokojnie radę i z łatwością ogarnę te książki... A tutaj się okazuje, że człowiek nie ma nigdy czasu na tę stertę książek Kochanowskiego, Sępa-Szarzyńskiego, Kadłubka, Galla Anonima, Paska i innych jakże porywających twórców, piszących jednak polszczyzną, która dla współczesnego czytelnika jest pewnym utrudnieniem w odbiorze :D Ale dam radę :) Mam w końcu jeszcze 2,5 miesiąca na przeczytanie wszystkich książek z tej kilkustronicowej listy :P A teraz koniec z użalaniem! ;) Ogólnie studia bardzo mi się podobają i jestem z nich mega zadowolona :) I to jest najważniejsze!
 Dobra, na czym to ja skończyłam? A tak, na tym, że wiosna to czas zmian. Więc postanowiłam się z deczka ogarnąć zarówno z wyglądu, jak i z charakteru :) Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało osiągnąć wszystko, co zamierzyłam. Zresztą gdybym nawet osiągnęła tylko część punktów z mojej listy, będę zwycięzcą, ponieważ będzie to oznaczało, że podjęłam pewien wysiłek i coś mi się udało :)
No a teraz koniec z gadaniem o różnościach, czas Wam pokazać, co zmajstrowałam :) Najpierw pokażę Wam ramkę na kolczyki, którą zrobiłam dla siostry w prezencie. Jest mała, ale nie miałam innej, a ta leżała od lat niewykorzystana. Więc ją przerobiłam, jak widać na załączonych obrazkach :) Na szczęście, siostra ma na razie niewielką kolekcję kolczyków. Sobie też muszę taką zrobić, tylko znacznie większą ;)

Ramka oświetlona...

 ...i nieoświetlona.

Ramka z bliska.

 I jeszcze bliżej ;)


Poza tym zrobiłam dziś rano kolczyki, które widać na zdjęciu z ramką :) Zgadnijcie które?
Ramkę zrobiłam już dość dawno, ale zawsze zapominałam zrobić foto, więc gdy byłam dziś u rodzinki, skorzystałam z okazji i zrobiłam zdjęcia ramce. Jak już wspomniałam, powiesiłam na niej także kolczyki zrobione przez mnie dziś rano. A oto one:

Kolczyki z wiosenną nutą :) Zielono-żółte koraliki (kolory wiosny) + serduszka (symbol miłości, którą wiosną widać wszędzie) = idealne kolczyki na wiosnę :D


Na zdjęciu na uchu nie prezentują się tak ładnie, jak w rzeczywistości, ponieważ nie patrzyłam, jak zakładam kolczyk do zdjęcia i założyłam odwrotnie (a moim zdaniem to robi różnicę!), przez co koralik się inaczej układa :D Wiem, świruję ;)
Na dziś to tyle. W najbliższych dniach wrzucę foto aniołów z masy solnej, które zrobiłam i nad którymi się teraz znęcam, próbując je pomalować :) Więcej już nie zdradzę :P 

***
Bardzo przepraszam osoby, które przez ten czas, gdy nie pisałam, wytrwale zaglądały na mojego bloga. Mam nadzieję, że Was nie zniechęciłam. Dziękuję Wam za te odwiedziny. To one m.in. pomogły mi ruszyć tyłek do roboty. Postaram się pisać już regularnie. Jeszcze raz przepraszam za brak postów, dziękuję za odwiedziny 
i zapraszam do komentowania :)

piątek, 21 stycznia 2011

Dzień Babci i Dzień Dziadka

Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia i pomyślności, pociechy z dzieci, wnuków, prawnuków i praprawnuków, spokoju, miłości i radości z każdego dnia, a także spełnienia wszystkich marzeń :)


Życzenia składam za jednym zamachem i babciom i dziadkom, ponieważ nie wiem, czy jutro znajdę chwilę dla bloga. A więc jeszcze raz: wszystkiego naj, naj, naj!

Filcowa broszka

Dziś pokażę Wam moje pierwsze próby i zabawy z filcem :) Kwiatową broszkę. Ja jestem całkiem zadowolona z efektu. Niestety na zdjęciach aż tak dobrze nie widać tej kwiatowości :( A szkoda. A oto broszka:
 I broszka na moim dekolcie :)
Tradycyjnie już zdjęcie, zrobione przez mego mężczyznę (patrz foto nr 2), jest znacznie lepszej jakości. Długa droga przede mną, oj długa...
Broszka na zdjęciu wyszła całkiem spora, ale to tylko złudzenie optyczne :P W rzeczywistości bardzo duża nie jest i ma 3 cale średnicy :)
 
Jak widzicie wygląd bloga, który miał być tylko wyglądem roboczym, nadal pozostał niezmieniony. Niestety :( Nie znam się na blogach, czasu dość mało, a gdy go mam, wolę go stracić na robieniu np. kwiatowych broszek :D Nie chce mi się totalnie siedzieć i zaznajamiać się z instrukcją obsługi bloga (instrukcja sama w sobie jest dość skomplikowana ;), ale chciałabym, żeby blog wyglądał ładnie.W każdym razie chciałabym tak chcieć działać w tej sferze, jak mi się nie chce ;) Gdyby ktoś miał ochotę w możliwie przystępny sposób wyjaśnić mi, o co w tym wszystkim chodzi, byłabym bardzo, bardzo wdzięczna :)

wtorek, 18 stycznia 2011

Kolczyki

Na kompie znalazłam jeszcze zdjęcia kolczyków, wykonanych jako prezent gwiazdkowy. Zamieszczam je, bo - o dziwo! - efekt końcowy był znacznie lepszy, niż zakładałam :) Kompletnie nie miałam zresztą pomysłu, jak wykorzystać tę srebrną ozdobę, która oplata korale. Wydawało mi się, że te korale pasować nie będą, a spróbowalam i okazało się całkiem co innego :) Może to jest jakaś metoda?

Kocia zakładka

Dopiero co założyłam blog, a już nie mam czasu na nim pisać. No cóż... Uczyć się trzeba ;) Ciągle zapominam porobić zdjęcia swoim szmerom-bajerom, które zrobiłam :) Zamieszczam więc zdjęcia mojej starej już zakładki :) Robiłam sama, ale pomysł na nią niestety nie jest mój, tylko jednej z dziewczyn z forum http://scrappassion.mojeforum.net/ . Zamieściłabym dokładny link, ale mój komputer zbzikował i nie chce wyświetlać zdjęć na tym forum, przez co nie mogę znaleźć oryginału. Moja nie jest taka ładna jak jej pierwowzór, ale ważne, że własna :) A teraz koniec gadania, zamieszczam foty :)


poniedziałek, 10 stycznia 2011

Chcę to!

Chcę to:


Dla mojego mężczyzny oczywiście :)
Maszynkę można wygrać w konkursie Nulki na jej blogu http://createcraftlife.blogspot.com/2011/01/konkurs-konkurs-konkurs.html !!
Więcej informacji na temat tej boskiej maszyny na stronie producenta:

I tak nie wygram, ale spróbować warto.

Makowo

I kolejny prezent dla mojej przyjaciółki, tym razem gwiazdkowy :) Ta dam, ta dam. Oto opaska do włosów z jakże modną kokardą :) Opaska na początku miała być całkowicie inna, tylko kolory te same. Wyszło całkiem inaczej. Zestawienie kolorów kojarzy mi się z makami, więc mam teraz chrapkę na opaskę z kwiatkiem :)
 
Na zdjęciu zamiast przyjaciółki jestem ja. Aneta robiła za to zdjęcia :P

Efekt kolorystyczny opaski mnie niesamowicie zaskoczył i zachwycił!


Więc chodź pomaluj mi życie na żółto i na zielono :)

Dawno, dawno temu nie wiem gdzie, zobaczyłam kredkowe kolczyki. Marzyło mi się, aby takie zrobić i wreszcie się zmobilizowałam :) Efekt oceńcie sami.

Para numer 1: urodzinowe kolczyki dla mojej przyjaciółki :) Zielone, aby podtrzymywały ją na duchu w trudnych chwilach i dodawały jej nadziei. Zdjęcie jest fatalnej jakości - moja wina. Dopiero później mąż dał mi lekcję robienia zdjęć małym przedmiotom :P


Para numer 2: żółte kolczyki dla mojej siostry. Zdjęcie, jak widać, znacznie lepsze, aczkolwiek jeszcze muszę poćwiczyć :)

 I jak się podobają?

Zrobiłam to!

O tak! Zrobiłam to! Założyłam bloga! Już od dawna nosiłam się z takim zamiarem, ale ostatnio stwierdziłam, że koniec z zamiarami: czas działać! :) Stworzyłam więc bloga, na którym będę pokazywać te swoje działania ;)