wtorek, 16 sierpnia 2011

Co mi W DUSZY GRA, czyli porozmawiajmy o kolorach...

Dziwny tytuł? Na pewno! Ale zaraz wyjaśnię, o co chodzi. Każdy z nas ma jakieś kolory, do których ma słabość. Niektórzy kochają krwistą czerwień, inni uwielbiają spokojny błękit. Często też mamy kolory, których nie cierpimy. Takim powszechnie znielubianym kolorem jest róż. Pewnie tutaj oburzą się wielbiciele tego koloru, ale taka jest prawda(chyba?). Ja też nie cierpiałam różu. Pamiętam, że gdy miałam jakieś 12-13 lat, modne były ciuchy w dwóch kolorach: blady róż i błękit (takie jakby sprane odcienie). Pamiętacie to? Nie było to znowu tak dawno temu :P Jakieś 7-8 lat. Ponieważ nigdy nie starałam się podążać za modą, wręcz drażniły mnie te klony na ulicach w takich samych ciuchach i kolorach, zniecierpiałam te dwa odcienie. Sama spowiłam się w mroczną czerń i tak też chodziłam ubrana mniej więcej do końca gimnazjum. Później pokochałam wszelkie odcienie niebieskiego, ale uraz do różu pozostał. Jednak niespełna dwa lata temu coś się zmieniło. Gdy chodziłam w ciąży po centrum handlowym, zobaczyłam ubrania w pięknym odcieniu fuksji. Z miejsca zakochałam się w tym kolorze. Może to przeczucie, że urodzę dziewczynkę, rzuciło mi się na mózg, ale miłość do tego koloru pozostała do dziś. Dziewczynkę urodziłam, ale mimo wszystko stwierdziłam, że nie będę jej ubierała na różowo, tylko kolorowo. Ale Anastazja dostała tyle ciuszków różowych w prezencie, że i tak jest wiecznie różowa. Więc przegrałam tę rundę ;) Uznałam też, że Mała będzie miała pokój w odcieniach żółci i pomarańczu, ale... gust się zmienia. Przeglądając blogi i magazyny wnętrzarskie, zakochałam się w białych meblach. Więc stwierdziłam, że Nastka musi takie mieć w pokoju, który dla niej powoli szykujemy. I wymarzyłam sobie ten pokój z białymi meblami, w stylu romantycznym, ze ścianami fioletowymi i UWAGA! UWAGA!... różowymi! Po prostu pokój małej księżniczki ;) Czyż gust się nie zmienia? Dla uściślenia dodam, że róż i fiolet na ścianach w moich fantazjach są w odcieniach pastelowych. Czyli mój znienawidzony odcień różu mnie pokonał ;) Pocieszam się, że zawsze może mi się jeszcze odmienić :P A tak szczerze: po prostu polubiłam ten kolor :) Oczywiście w ograniczonych ilościach, ale jednak.
Co ma pokój Nastki do moich tworów? Całkiem sporo. Po prostu zachorowałam na róże i fiolety, to mi w duszy siedzi i mam potrzebę uzewnętrzniania tej choroby ;) Można to zauważyć w eksplodującym pudełku zamieszczonym w ostatnim poście. Można to też zauważyć w bransoletce, którą zaraz zobaczycie. Może nie są to pastelowe róże i fiolety. Może więcej tam fioletu niż różu. Ale te kolory siedzą we mnie i musiałam mieć jakąś biżu odzwierciedlającą mój stan ducha :)


Autorką zdjęć jest oczywiście Arthisss :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz