czwartek, 3 maja 2012

Trochę o LENIU, znudzonych nastolatkach i REMONCIE

Witajcie po długiej nieobecności :) Nie mogę się oprzeć i Was przeproszę za tak długie niepisanie i brak odwiedzin na Waszych blogach. Widzę, że licznik odwiedzin w czasie mojej nieobecności bił dalej, więc tym bardziej mi głupio, że tu nie zaglądałam. Ale już wracam :) W ciągu najbliższych kilku dni mam zamiar wszystko nadrobić :) Dlaczego mnie nie było? Po pierwsze: miałam trochę nauki. Po drugie: remontowałam sypialnię, a moje dziecko przy okazji postanowiło zachorować. Po trzecie: miałam sporo pracy. I po czwarte: pogoda jest tak piękna, że całkowicie wciągnęły mnie spacery, zabawy w piaskownicy, spotkania ze znajomymi itd. :) Jednym słowem ostatnio moje życie towarzyskie kwitnie :)
Twórczo nie działałam praktycznie w ogóle, chyba, żeby wliczyć w to totalny remont sypialni i pisanie prac rocznych do szkoły ;) Aż mi głupio z tego powodu, ale ostatnio w domu wysiedzieć nie mogę, a jak wyjdę na podwórko, to zaraz sąsiadka mnie odwiedzi albo zawoła do siebie i tak w kółko :) Ale nie cierpię z tego powodu, więc narzekać nie będę ;)
Szczerze, to nie wiem niestety, o czym by tu napisać. Weny jakoś brak przez to długie odkładanie posta. Dziesiątki razy już miałam usiąść do kompa i coś naskrobać na bloga, miałam w głowie zarysy postów i gotowe wstępy do nich, wystarczyło tylko usiąść i pisać, ale leń we mnie wołał: Zrobisz to kiedy indziej! Teraz nie masz zdjęć sypialni! albo: Słońce tak pięknie świeci, a Ty będziesz siedziała w domu? Niestety, mój leń jest bardzo silny i ma niesamowitą siłę perswazji ;) W połączeniu z moją córką (która potrafi o 3 w nocy obudzić się i płakać, że chce na dwór :), są nie do pokonania, kiedy uprą się, żeby wyjść na dwór :) Wy też tak macie?
Jeśli już jesteśmy w temacie lenia, chciałabym się zapytać, czy kwaśne miny - zwłaszcza u nastolatków - są w modzie? Zauważyłam ostatnio, że mnóstwo ludzi chodzących po ulicach, wyglądają, jakby przygniatały ich co najmniej stukilogramowe ciężary, a na świecie nie było żadnego powodu do radości. Niestety, zauważyłam to szczególnie u osób, które mają naście lat. Wiem, że dość często mamy poważne problemy i trudno jest spojrzeć na świat pozytywnie. Ale osoby, które widziałam, nie wyglądały na smutne, zmartwione czy przygnębione, tylko na wiecznie znudzone, niezainteresowane życiem, nadąsane. Kiedy szłam uśmiechnięta ulicą i spotkałam kilkoro takich nastolatków, miałam wrażenie, że patrzą na mnie, jak na ciężko chorą. I tu moje pytanie do Was, czy raczej prośba: powiedzcie, proszę, że ja miałam tylko takiego pecha, że natknęłam się na takie osoby, a nie, że takie ponuraki to większość młodzieży. Błagam, pocieszcie mnie :) Przeraża mnie myśl, że większość naszego społeczeństwa mogą stanowić osoby znudzone życiem i wiecznie nadąsane. Jeśli osoba w wieku 15 lat jest znudzona życiem to, co będzie, gdy będzie miała 30, 50 czy 70 lat? Przecież życiem trzeba się cieszyć, trzeba je wręcz celebrować. Żal mi osób, które nie widzą, że każdy dzień kształtuje nasze życie. Jeden z moich ulubionych cytatów to słowa Annie Dillard, które brzmią następująco:
How we spend our days is how we spend our LIVES.
Wydaje mi się, że nie trzeba tutaj nic dodać.
Wiem, że piszę teraz, jakbym wieki temu przestała należeć do młodzieży, ale częściowo tak jest. Może mam zaledwie 21 lat, ale fakt, że urodziłam dziecko w wieku 18 lat i przyjęłam na siebie wtedy wielką odpowiedzialność za losy drugiej istoty, sprawił, że już wtedy przestałam być nastolatką. I z jednej strony w ogóle nie czuję, żeby leciały mi lata w metryce, nie czuję się starsza, a z drugiej strony czuję się znacznie starsza niż moje koleżanki ze studiów. Ojej, zrobiło się bardzo poważnie ;) Może pokażę wreszcie zdjęcia naszej sypialni teraz i przed remontem. Od razu mówię, że sprzed remontu nie mam praktycznie zdjęć, ponieważ mój mąż praktycznie opróżnił nasz pokój, kiedy byłam na zjeździe i nie zdążyłam zrobić zdjęć. Gdy wróciłam, cyknęłam coś szybko, ale było ciemno (ok. godz. 20) i prawie pusto w pokoju. I teraz jedyne zdjęcie sprzed remontu, więc wysilcie wyobraźnię ;)
Na ścianach była pomarańczowa tapeta, meble w takim kolorze (i od razu mówię, że na początku mieliśmy meble w kolorze jasnej sosny, które lepiej wyglądały z tym pomarańczem) W pokoju mamy wnękę, w której na początku stało łóżeczko Nastki i tam była tapeta w misie, a obok tej wnęki mamy komin, na którym była tapeta imitująca cegłę. Poza tym w pokoju mieliśmy kanapę i dużo różnych rzeczy, o których za długo by pisać. Mam nadzieję, że wyobraziliście sobie jakoś ten miszmasz i przeżyliście to doświadczenie ;) W każdym razie, od kiedy dla Nastki mamy pomieszczenie na pokój (który nie jest jeszcze tak naprawdę urządzony) i tam powędrowały jej rzeczy, zamarzyłam o prawdziwej sypialni. Wyszła całkiem inna niż w wyobraźni, ale i tak jestem szczęśliwa, że wreszcie ją mam :) A oto i ona :)








Witryna została specjalnie kupiona przeze mnie dla mojego męża, aby za bardzo nie cierpiał, że w pokoju są białe meble :) Komin w cegiełkę został (mój mąż go uwielbia) - to też wynik osiągniętego kompromisu :) A w witrynie mieszkają takie figurki - ta akurat jest prezentem dla mnie, ponieważ bardzo mi się spodobała. Mój mąż gra w gry figurkowe i takie figurki walczą dla niego w bitwach z figurkami jego kolegów:)



Mój kącik pracy i lista postanowień życiowych ściągnięta z jakiejś strony :)



Kącik pracy jeszcze się zmieni, na razie wstępnie wygląda tak. Jak widać blat roboczy jest na tyle duży, że spokojnie może zmieścić w tym samym czasie mnie i mojego męża z figurkami. Wcześniej działaliśmy na jednym biurku, więc w kółko któreś musiało sprzątać lub przenosić swoje rzeczy. Teraz mamy wymarzony kącik :)
Tak mniej więcej wygląda nasz pokój. Z drugiej strony witryny męża mamy prowizoryczną szafę wnękową, do której muszę kupić zasłonkę, dlatego jej tu nie pokazałam :) A w przyszłości pokażę może jeszcze, jak zaaranżowałam miejsce na parapecie :)
Teraz już kończę, ponieważ i tak nie pamiętam tych wszystkich mądrych rzeczy, które miałam tu napisać, a mój leń widzi słońce za oknem i same wiecie, czego chce :)
Słonecznie pozdrawiam,
Ania :)