niedziela, 23 września 2012

Jak nie kochać jesieni... A poza tym pierwsze LO i zakładki :)

Jak nie kochać jesieni...

Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,
Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.
Ptaków, co przed podróżą na drzewach usiadły,
Czekając na swych braci, za morze lecących.

Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty.

Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,
Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.
Chryzantemy pobieli, dla tych, których nie ma.
Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,
Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.
I w swoim majestacie uczy nas pokory.
Bez słowa na cmentarze wzywa nas corocznie.
Tadeusz Wywrocki 



Nawet nie wiem, kiedy nadeszła jesień. Czas tak szybko minął - zresztą jak zawsze. Z roku na rok zaskakuje mnie to jednak coraz bardziej. Może śmiesznie to brzmi: mam niespełna 22 lata i myślę o przemijaniu, ale tak jest. Takie myśli pojawiają się w mojej głowie zawsze, gdy patrzę na moją córeczkę. Nastka ma już prawie 3 latka i jest całkiem sporą panienką. Każdego dnia obserwuję, jak bardzo się rozwija, zmienia, mądrzeje, dorasta. Każdego dnia zaskakuje mnie czymś nowym i mogę śmiało powiedzieć, że jestem z niej niesamowicie dumna. Dziś nie wyobrażam sobie bez niej życia i bardzo cieszę się, że ją mam. Kiedy rozmawiam ze znajomymi, zarówno starszymi, jak i w moim wieku, i tylko coś wspomnę o tym, że myślę o przemijaniu, że czasem czuję się jakbym była już strasznie "stara", wyśmiewają mnie. Ale nie wiem, jakim innym słowem określić to uczucie, które jest we mnie i którego w zasadzie wysłowić nie potrafię. Nie czuję się bardzo mądra czy też dojrzała, nie czuję się też stara - to uczucie, które czasem mnie ogarnia, to mieszanka tego wszystkiego. Dojrzałości, mądrości i świadomości smutków życia, której nie ma wielu moich rówieśników (tak przynajmniej wynika ze znajomości moich rówieśników na studiach), i wrażenia, że przeżyłam już 100 lat. To uczucie zaskakuje biorąc pod uwagę, że nie jestem ani dojrzała, ani mądra, a do setki mi daleko ;) Ale to tylko takie jesienne dywagacje, które nie wiem, skąd się teraz u mnie wzięły, ponieważ miałam pisać o czymś całkiem innym, a mianowicie o moim pierwszym LO :)






LO może nie jest niesamowicie udane, na pewno nie może się równać z pracami innych blogerek, ale i tak jestem z siebie dumna :) W zasadzie z dwóch powodów: 1. LO chodziło za mną od dawna, ale nigdy się jeszcze na nie nie odważyłam, więc teraz kiedy się wreszcie zebrałam w sobie, bardzo się cieszę; 2. to dopiero mój pierwszy tego typu scrap, więc zawsze mam wymówkę, że to dlatego jest średnio udany ;)
Kiedy już zaczęłam bawić się papierem, przypomniałam sobie, że wiecznie brakuje mi zakładek do książek. Wszystkie, które miałam, gdzieś wcięło. Większość osób ma w domu potwory wcinające skarpetki, a ja mam jakiegoś zakładkowego potwora ;) Dlatego za zakładki służą mi przez większość czasu różne karteczki, paragony, listy zakupów etc. Ale ponieważ wreszcie wzięłam się za papiery, zrobiłam sobie 2 zakładki do książek. W najbliższej przyszłości planuję zrobić jeszcze co najmniej 2 zakładki, ponieważ zbliża się rok akademicki i będę pewnie zwyczajowo czytać po kilka książek jednocześnie ;) Przy pierwszej -kwiatowej - nie miałam totalnie weny, ale wpadł mi w oko dziurkacz i wyszło coś takiego :)







Druga zakładka - babeczkowa - jest inspirowana (zarówno hasło, jak i obecność babeczki na zakładce) zakładką, którą stworzyła GreenCanoe. Wykonanie jest już jednak moje :)







Wszyscy chyba znają bloga GreenCanoe, a Ci, którzy go nie znają, powinni szybko nadrobić zaległości :) Ja sama w momencie, gdy się na niego natknęłam, całkowicie się w nim zakochałam. Ta miłość trwa już dobre 2 lata i wątpię, żeby kiedyś się skończyła ;) Zawsze zaglądam tam, gdy potrzebuję szczyptę inspiracji, trochę wyciszenia, ukojenia, radości. Od kiedy Pani z Zielonego Czółna wraz z grupą innych dobrych dusz zaczęła tworzyć internetowy kwartalnik, moja miłość przeniosła się na to pismo, które zdecydowanie POLECAM wszystkim tym, którzy szukają pomysłu na wnętrze domu, danie, zabawę z dzieckiem czy po prostu życie :) 
I na koniec Stacey Kent, której głos rok temu usłyszałam właśnie dzięki GreenCanoe, i w której z miejsca się zakochałam :) Uwielbiam słuchać jej muzyki zwłaszcza w jesienno-zimowe dni, kiedy jedną z moich ulubionych czynności jest siedzenie pod kocem z kubkiem pysznej zielonej herbatki w ręce :)




Na dziś już kończę: zaczęło się smętnie, a skończyło się pochwalnie :) Pewnie dlatego, że tego posta piszę już pół dnia, bo w kółko mi ktoś przerywa :) Tym głównym ktosiem jest oczywiście mój chory przedszkolak, ale to już temat na inny post :)
Gorąco ściskam i pozdrawiam,
Niesforna Duszka

4 komentarze:

  1. Aniu ja mam nie wiele więcej latek i nie ma chyba dnia, w którym bym nie myślała o przemijaniu, zwłaszcza wtedy kiedy nie dajemy z siebie tyle ile byśmy chcieli...zdrówka dla córci;)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Dzięki za zrozumienie i życzenia :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię jesień, szczególnie w 'złotym' wydaniu. I nic dziwnego, że takie myśli nachodzą Cię właśnie teraz, pora roku wybitnie do tego nastraja! A zastanowienie nad przemijaniem niesie ze sobą wiele pozytywnych rzeczy, tak mi się wydaje. Wiemy przynajmniej, co jest dla nas ważne!

    Twoje LO pięknie oddaje macierzyństwo i do tego to mądre zdanie - w takich szczegółach tkwi chyba moc wszystkich scrapowych prac!

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń